Cała prawda o zarządzaniu zmianą

zarządzanie zmianą

Dawno temu spotkałem się z pojęciem „zarządzanie zmianą”. Pomyślałem wtedy: „o jak miło, wreszcie dowiem się jak mieć kontrolę, jak świadomie i planowo przeprowadzać zmiany…”. Kiedy zacząłem zgłębiać temat okazało się, że to tak nie działa…

Zmiany są niesterowalne i można tylko nakreślić ich kierunek…*

Zdecydowana większość opracowań kładzie nacisk na opór ludzi przed zmianami. Założenie podstawowe jest takie – jak przełamiesz opór ludzi, to zmiana zajdzie. Czy to jest poprawne założenie?

Peter Drucker powiedział: „Nie można zarządzać czymś, czego nie można zmierzyć” – więc Boston Consulting Group opracowało sposób pomiaru, który umożliwia określenie szans na powodzenie transformacji, nazywa się D.I.C.E. Jest to świetne narzędzie, czy jednak spełnia rolę której od niego oczekujesz?

Sporo ludzi, których spotykam chciałoby wiedzieć „jakie zmiany wprowadzać, a nie jak to robić”. Jest to faktycznie kłopot, ponieważ większość opracowań i szkoleń skupia się na obszernym zestawie porad i wskazówek, których skuteczność jest na poziomie 20% – bo jak pokazuje statystyka 80% zmian nie przynosi pożądanego rezultatu**.

Czemu ja o tym piszę?
Ponieważ wyrażenie „zarządzanie” implikuje w głowach większości ludzi determinizm. A to już jest sposób myślenia. Od pewnego czasu modne jest zarządzanie wszystkim. Jeśli powiesz, że czymś zarządzasz, to wszyscy rozumieją, że masz nad tym kontrolę. Nie masz kontroli nad wszystkim i musisz to przyjąć, choćby burzyło to Twoje poczucie bezpieczeństwa. Determinizm jest bardzo ważnym konceptem. Ale nie jedynym. Trzeba wiedzieć do czego można go stosować. I na pewno nie nadaje się do opisu radzenia sobie ze zmianami.

Przykład.
W 1969 roku wynaleziono matrycę CCD. Czy sądzisz, że wtedy ktoś zarządził zmianę fotografii na kliszach na fotografię cyfrową? Czy sądzisz, że zarządzono co trzeba zrobić, a w wyniku tego cyfrówki osiągnęły lepszą jakość od klisz? Bo niewątpliwie nastąpiła zmiana technologii robienia zdjęć… Ale to widać dopiero ex-post.

To co mi się podoba w „zarządzaniu zmianą” to fakt, że jest to wyrażenie klucz, które stało się kategorią w którą wpadają inne: innowacje, HR, budowa strategii itd. Wymaga jednocześnie bardzo miękkiego i szerokiego rozumienia „zarządzania”.

Moja pierwsza teza: Stopień kontroli a nie zarządzanie!
Skłaniam się ku powiedzeniu „Człowiek strzela, a Pan Bóg kule nosi”. Jednocześnie zmiana jest procesem . Co to oznacza? Że stopień kontroli nad nią zależy od tego, na ile czynników, wpływających na ten proces, masz wpływ. Jeśli popatrzysz na „zmiany klimatyczne”, to jako PESEL masz nikły wpływ na ten proces – ergo nie możesz nim zatem zarządzać. Jeżeli dokonujesz zmiany objętości wody spłukującej w toalecie, to masz tam jeden czynnik – poziom pływaka, na który masz 100% wpływu (nawet jak go połamiesz i kupisz nowy to i tak na 100% ustawisz tyle wody w spłuczce ile chcesz). Nie da się zarządzać czymś, nad czym nie masz dostatecznej kontroli, choćbyś miał/a 1000 wskaźników…

Moja druga teza: Praw dotyczących zmian, szukaj w naukach ścisłych, a nie w socjologii.
Ludzie i ich układy należą do klasy układów statystycznych i samoorganizujących się. Podlegają więc prawom… jak atomy i cząsteczki chemiczne. Ważnym prawem jest tutaj reguła LeChateliera , który (o czym nie wszyscy chemicy wiedzą :) ), zajmował się też zarządzaniem produkcją. Reguła ta tłumaczy skąd się bierze opór (nie tylko ludzi) i jak można go pokonać.

Są dwa rodzaje zmian.
Po pierwsze wszystko się zmienia, a Ty musisz na te zmiany reagować (się zmieniać). Bo jak powiedział Edward Deming: „Przetrwanie nie jest obowiązkowe” ;)
W tym obszarze „zarządzanie zmianą” to po prostu uczenie się. Obojętnie czy indywidualne czy organizacyjne (patrz zespołowe uczenie się). Uczysz się reagować i radzić sobie z otoczeniem, które się zmieniło, na co nie masz absolutnie żadnego wpływu. Ci, którzy nie umieją się uczyć „zarządzają zmianą” :P

Po drugie masz wolę i ją wyrażasz. Np. chcesz jeździć nowym samochodem, a jeździsz starym. Robisz więc tak, by osiągnąć swój cel. Tu też zachodzi zmiana. Bo to Ty ją kreujesz, Ty działasz. To Twoje działanie powoduje zmianę. „Zarządzanie zmianą” tutaj oznacza osiąganie celów, czyli jest… „zwykłym” zarządzaniem :)
Nie daj się więc zwariować:

Nie musisz zarządzać zmianą. Musisz myśleć. To wystarczy, by wymyślić co robić :)

*źródło: „Dlaczego programy transformacyjne nie wywołują postulowanych zmian” Harvard Business Review Polska 12.2011/01.2012
**Istnieją różne statystyki, podające sprzeczne dane na ten temat. Moją podstawą jest zasada Pareto :D

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *